• ostatnia aktualizacja: 11-11-2019
Prezentowana ilustracja niniejszego wpisu to okładka książki telefonicznej wydanej przez Gdańską Dyrekcję Poczty Rzeszy w 1941 r. (stan na 30 kwietnia). Trafiła niedawno do moich zbiorów. Rzadka pozycja. Jej wartość wzrasta w związku z niedoborem w ogóle urzędowych wykazów i spisów, które są niezwykle pomocne przy badaniu historii okupacji niemieckiej w latach II wojny światowej.

Moją uwagę szczególnie przykuły kapitalne, szczegółowe dane odnoszące się do struktur żandarmerii (Gendarmerie). Formacji policyjnej bez wątpienia najliczniejszej na terenach polskich wcielonych do Rzeszy. Do tej pory praktycznie nieopisanej, jeśli chodzi i o struktury, i o funkcjonowanie. Ledwie wymienianej zazwyczaj przy opisach instalowania jesienią 1939 r. nowej, niemieckiej władzy. A szkoda. W wielu wypadkach żandarmeria faktycznie była jedynym ogniwem okupanta niemieckiego, reprezentantem narzuconej władzy, z którym mieszkańcy wsi mieli stały kontakt. Najniższe ogniwo niemieckiego aparatu administracyjnego.

To, że żandarmeria dotąd nadal pozostaje poza zainteresowaniem badaczy wynika nie tylko z braku źródeł, ale też i "dominacją" w narracjach o okupacji pionu policji bezpieczeństwa (Sicherheitspolizei), na czele z Tajną Policją Polityczną (Gestapo), nad pionem policji porządkowej (Ordnungspolizei).
 
Podstawowymi jednostkami policyjnymi, na których spoczywało zadanie zapewnienie porządku były jednostki policji ochronnej (Schutzpolizei des Reiches), gminnej (Schutzpolizei der Gemeinde) i żandarmerii (Gendarmerie). Były one tym samym głównym trzonem pionu policji porządkowej (Ordnungspolizei). W zależności, ile ludzi zamieszkiwało dane terytorium, instalowano jeden z trzech wyżej wymienionych organów aparatu policyjnego. W uproszczeniu policja ochronna pełniła służbę w największych ośrodkach, gminna – w mniejszych miastach, zaś żandarmeria na terenach wiejskich. Bezpośrednio podlegały one miejscowym organom władzy samorządowej (prezesom rejencji, dalej zaś landratom).

W przeciwieństwie do większości terenów Rzeszy Niemieckiej, w nowoutworzonych w latach 1938-1939 Okręgach Rzeszy, tj. na ziemiach austriackich i polskich, jak również w Prowincji Śląsk, cezurą powyżej której w miejscowości zadanie ochrony porządku przechodziło ze struktur żandarmerii na policję gminną, ustalono na pułapie 5 tys. mieszkańców (a nie, jak na pozostałym obszarze, 2 tys.)
 
Na poziomie prowincji lub okręgów żandarmeria dzieliła się na tzw. kapitanaty (Gendarmerie-Hauptmannschaften), które obejmowały obszar kilku (zwykle trzech) powiatów. W każdym powiecie stacjonował oddział żandarmerii (Gendarmerie-Abteilung), pod który podlegało najczęściej kilkanaście większych (Gendarmerie-Gruppenposten) i mniejszych (Gendarmerie-Einzelposten) posterunków. Te ostatnie liczyły zaledwie 3-6 funkcjonariuszy.
 
Posterunki były urządzane w murowanych obiektach: zajazdach, plebaniach czy domach sołtysów. I obowiązkowo podciągano (jeśli nie było dotąd) linię telefoniczną.
 
Żandarmi byli "panami we wsi" - to oni byli "pasem transmisyjnym" rozporządzeń, oni mieli pilnować dostarczania odpowiednich kontyngentów od rolników, oni mieli rozpoznawać lokalną społeczność, patrolować pobliskie drogi, skrzyżowania i przeprawy itp.
 
Sytuacja diametralnie zmieniała się, jeśli w okolicy danej wsi pojawiał się (nawet nieliczny) oddział partyzancki lub większa grupa zbiegów (np jeńców). Żandarmi wtedy byli zdani na siebie, zanim dotrze ewentualna pomoc

Miałem okazję przed paroma laty czytać kilkanaście zeznań byłych żandarmów niemieckich, jak i relacji polskich mieszkańców wsi czy niemieckich osadników z terenu byłego Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie. Fascynująca lektura, właśnie pod kątem specyficznych stosunków, jakie panowały na wsi, gdzie były posterunki żandarmów. Świetny punkt wyjścia do potrzebnych badań, które wiele by wzniosły do wiedzy o czasach okupacji w latach II wojny światowej.

Wspomniana publikacja, która zasiliła moje zbiory, pozwoli w niedługim czasie na odtworzenie szczegółowo całej struktury  żandarmerii dla Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, co oczywiście jest podstawowym zadaniem przed podjęciem dalszych badań w tym temacie. Wyniki oczywiście opublikuję.
 
PS. Szczególne podziękowania za przekazanie tej publikacji kieruję na ręce Pana Jerzego Noetzela z Gdańska.