• ostatnia aktualizacja: 11-11-2019

W przededniu 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej szczególnie myślę o tych Polakach z dawnego Wolnego Miasta Gdańska, o których dziś zwykle wiemy niewiele lub też nic, poza imieniem, nazwiskiem, datą śmierci, czasem i urodzenia… O tych Polakach, których wybuch wojny zastał  w siedzibie Ekspozytury Inspektoratu Ceł na Orzeszkowej, Domu Polskim na Wałowej czy w Sopocie, pozostałych dwóch pocztach polskich (dworcowej i morskiej) w Gdańsku, w „Bratniaku” we Wrzeszczu, w koszarach nowoporckich, w licznych świetlicach, szkołach, ochronkach czy budynkach kolejowych (także w powiatach ziemskich!), wreszcie w domach czy na ulicach, w drodze do pracy.

Jedną z zapomnianych, polskich placówek w Gdańsku jest polski Dom Marynarza, działający od 1930 r. na górnej kondygnacji budynku przy Hafenstrasse 27. Budynku już nie ma; stał w rejonie obecnego Nabrzeża Ziółkowskiego. Był to dawny hotel, który pod koniec 1919 r. został zakupiony przez Polaków ze względu głównie na położenie – blisko kapitanatu i kanału portowego. Początkowo ulokowano w nim jedną z dwóch pierwszych (obok posterunku kolejowego), stałych placówek wojskowych polskich w Gdańsku (wpierw Morską Stację Radiotelegraficzną, potem Urząd Hydrograficzny). Następnie zamieniono na siedzibę kilku polskich firm i mieszkania służbowe. W 1930 r. otwarto wspomniany polski Dom Marynarza. Jego kierownikiem był Jan Graczyk, były kucharz okrętowy. Wiadomo jedynie, że pochodził z Bydgoszczy, a urodził się w 1883 r.  Najpewniej nie założył rodziny.

Poniżej prezentuję wspomnienia Michała Kisielewskiego, inżyniera, polskiego marynarza i wykładowcy Szkoły Morskiej w Gdyni (przed, jak i po wojnie), obrońcy Gdyni. W sierpniu 1939 r. przebywał krótko w Gdańsku w związku z remontem s/s „Wigry” w Stoczni Gdańskiej. Dotyczą one polskiego Domu Marynarza w Nowym Porcie i noclegu z 21 na 22 sierpnia 1939 r.:

„ (…) Było już dobrze ciemno, gdy od kapitana Żiółkowskiego wybrałem się do położonego w pobliżu polskiego Domu Marynarza, aby odwiedzić jego kierownika, kolegę Graczyka, z którym w 1924 r. pływałem na parowcu „Wisła”. W Domu Marynarza pensjonariuszy nie było. Stał pusty. Kolega Graczyk był również sam i ucieszył się bardzo z mojej wizyty. Zaproponował mi nocleg. Z zaproszenia chętnie skorzystałem. Długo w nocy gawędziliśmy przy szklaneczce grogu. Tylko nie tak, jak dawniej, na wesoło. Tym razem bardzo poważnie. Taka to już była atmosfera owego wieczoru. Wiedzieliśmy i czuliśmy, że poza drzwiami tego położonego nad kanałem portowym samotnego domu w ciemnościach narastają okropne wypadki… Graczyk własnoręcznie przygotował mi łóżko, wygładził troskliwie fałdy pościeli. Uścisnęliśmy sobie serdecznie dłonie. Po śniadaniu rozstaliśmy się. Na zawsze… Kolega Graczyk, kierownik polskiego Domu Marynarza w Gdańsku, również został na posterunku. I zginął jak kapitan Ziółkowski, jak wszyscy prawie Polacy w Gdańsku, jak wszyscy ci, o których się nie wie, o których się nie mówi i nie pisze, a którzy na posterunkach trwali pojedynczo lub w małych grupach do ostatniej chwili…

(fragment wspomnień Michała Kisielewskiego opublikowany w zbiorze Na Morze po chleb i przygodę, Warszawa 1975, s. 175).

Michał Kisielewski prawdopodobnie był ostatnim gościem polskiego Domu Marynarza. Port gdański w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. praktycznie opustoszał, znajdowały się tu tylko pojedyncze jednostki (pod banderą niemiecką). Graczyk został aresztowany 1 września 1939 r. Trafił ostatecznie do obozu Stutthof, gdzie zmarł 5 lipca 1940 r.

Nie jest znane zdjęcie nie tylko Jana Graczyka, ale nawet polskiego Domu Marynarza. Dysponujemy obecnie tylko pocztówkami prezentującymi budynek sprzed 1919 r.