• ostatnia aktualizacja: 26-10-2020

[edit: tekst został nieznacznie uzupełniony 20.10.2020 r.]

 

W przededniu 80 rocznicy wybuchu II wojny światowej szczególnie myślę o tych Polakach z dawnego Wolnego Miasta Gdańska, o których dziś zwykle wiemy niewiele lub też nic, poza imieniem, nazwiskiem, datą śmierci, czasem i urodzenia… O tych Polakach, których wybuch wojny zastał  w siedzibie Ekspozytury Inspektoratu Ceł na Orzeszkowej, Domu Polskim na Wałowej czy w Sopocie, pozostałych dwóch pocztach polskich (dworcowej i morskiej) w Gdańsku, w „Bratniaku” we Wrzeszczu, w koszarach nowoporckich, w licznych świetlicach, szkołach, ochronkach czy budynkach kolejowych (także w powiatach ziemskich!), wreszcie w domach czy na ulicach, w drodze do pracy.

Jedną z zapomnianych, polskich placówek w Gdańsku jest polski Dom Marynarza, działający od 1930 r. na górnej kondygnacji budynku przy Hafenstrasse 27. Budynku już nie ma; stał w rejonie obecnego Nabrzeża Ziółkowskiego. Był to dawny hotel, który pod koniec 1919 r. został zakupiony przez Polaków ze względu głównie na położenie – blisko kapitanatu i kanału portowego. Początkowo ulokowano w nim jedną z dwóch pierwszych (obok posterunku kolejowego), stałych placówek wojskowych polskich w Gdańsku (wpierw Morską Stację Radiotelegraficzną, potem Urząd Hydrograficzny). Następnie zamieniono na siedzibę kilku polskich firm i mieszkania służbowe. W 1930 r. otwarto wspomniany polski Dom Marynarza. Jego kierownikiem był Jan Graczyk, były kucharz okrętowy. Wiadomo jedynie, że pochodził z Bydgoszczy, a urodził się w 1883 r.  Był żonaty, ale nie miał dzieci. Udało mi się dotrzeć do syna wdowy po Janie Graczyku, która po wojnie wyszła ponownie za mąż - niewiele jednak udało się uzupełnić historii rodzinnej...  Dla porządku można dodać, żę na początku 1938 r. nowoporcki Dom Marynarza został ponownie otwarty, a to ze względu, że zakończono szeroko zakrojony remont jego wnętrz. Placówka była bardzo popularna, cieszyła się dużym powodzeniem także wśród skandynawskich marynarzy, którzy własnej "przystani" doczekali się dopiero dwa lata przed wybuchem II wojny światowej.

Poniżej prezentuję wspomnienia Michała Kisielewskiego, inżyniera, polskiego marynarza i wykładowcy Szkoły Morskiej w Gdyni (przed, jak i po wojnie), obrońcy Gdyni. W sierpniu 1939 r. przebywał krótko w Gdańsku w związku z remontem s/s „Wigry” w Stoczni Gdańskiej. Dotyczą one polskiego Domu Marynarza w Nowym Porcie i noclegu z 21 na 22 sierpnia 1939 r.:

„ (…) Było już dobrze ciemno, gdy od kapitana Żiółkowskiego wybrałem się do położonego w pobliżu polskiego Domu Marynarza, aby odwiedzić jego kierownika, kolegę Graczyka, z którym w 1924 r. pływałem na parowcu „Wisła”. W Domu Marynarza pensjonariuszy nie było. Stał pusty. Kolega Graczyk był również sam i ucieszył się bardzo z mojej wizyty. Zaproponował mi nocleg. Z zaproszenia chętnie skorzystałem. Długo w nocy gawędziliśmy przy szklaneczce grogu. Tylko nie tak, jak dawniej, na wesoło. Tym razem bardzo poważnie. Taka to już była atmosfera owego wieczoru. Wiedzieliśmy i czuliśmy, że poza drzwiami tego położonego nad kanałem portowym samotnego domu w ciemnościach narastają okropne wypadki… Graczyk własnoręcznie przygotował mi łóżko, wygładził troskliwie fałdy pościeli. Uścisnęliśmy sobie serdecznie dłonie. Po śniadaniu rozstaliśmy się. Na zawsze… Kolega Graczyk, kierownik polskiego Domu Marynarza w Gdańsku, również został na posterunku. I zginął jak kapitan Ziółkowski, jak wszyscy prawie Polacy w Gdańsku, jak wszyscy ci, o których się nie wie, o których się nie mówi i nie pisze, a którzy na posterunkach trwali pojedynczo lub w małych grupach do ostatniej chwili…

(fragment wspomnień Michała Kisielewskiego opublikowany w zbiorze Na Morze po chleb i przygodę, Warszawa 1975, s. 175).

Michał Kisielewski prawdopodobnie był ostatnim gościem polskiego Domu Marynarza. Port gdański w ostatnich dniach sierpnia 1939 r. praktycznie opustoszał, znajdowały się tu tylko pojedyncze jednostki (pod banderą niemiecką). Graczyk został aresztowany najpewniej w nocy z 1 na 2 września 1939 r. Trafił ostatecznie do obozu Stutthof, gdzie zmarł 5 lipca 1940 r.

Nie jest znane zdjęcie nie tylko Jana Graczyka, ale nawet polskiego Domu Marynarza. Dysponujemy obecnie tylko pocztówkami prezentującymi budynek sprzed 1919 r.