• ostatnia aktualizacja: 11-03-2020

Od kilku lat możemy obserwować przybierające na sile zjawisko mylnego utożsamiania (nawet przez wykształconych historyków!) wszystkiego, co „po lewej stronie” z komunizmem. Odnosi się to także (a może i przede wszystkim) do kwestii historycznych, w tym i dziejów ruchów robotniczych oraz/i niepodległościowych, gdzie marginalizowani są działacze i idee socjalistyczne (także przecież same w sobie bardzo bogate i zróżnicowane). Wystarczy tylko spojrzeć na żywe dyskusje dotyczące propozycji nowych patronów ulic czy placów. W ramach tzw. drugiej dekomunizacji nazewnictwa miejskiego zastępuje się mniej lub bardziej kontrowersyjne nazwy nadane (najczęściej) na przełomie lat 40/50 ub.w. nowymi, często ignorując fakt, że w 1945 r. lub krótko później (ale jeszcze przed jawną i powszechną komunizacją nazewnictwa miejskiego, którą zazwyczaj datuje się dopiero od lat 1947/1948) tym właśnie ulicom czy placom patronowali patroni z bogatego i wartego upamiętnienia panteonu działaczy socjalistycznych (nie komunistycznych!). W odniesieniu do Gdańska świetnym tego przykładem jest choćby polityk naprawdę dużej klasy, jeden z ojców niepodległej Polski z 1918 r., Ignacy Daszyński.

Rzecz jeszcze marniej odnosi się w ogóle do rzetelnych badań nad zawodowymi ruchami robotniczymi jako takimi – mam tu na myśli nasz region, a Gdańsk w szczególności. Jednym z kluczowych zjawisk dla zrozumienia historii miast (ale przecież i ich zaplecza, w końcu skąd brali się w największej mierze robotnicy portowi czy stoczniowi w wilhelmińskim Gdańsku?) jest właśnie kwestia rozwoju tak liczebnego, jak i organizacyjnego, robotników.

Powstało dosłownie kilka prac na ten temat (chociażby Henryk Sonnenburg & Alojzy Pilarczyk, Marek Andrzejewski), ale minęło już parę ładnych lat (lekko 30…) od ich ukazania się, a poza tym zazwyczaj dotyczyły one nieco innych aspektów; historia związków zawodowych pojawiała się niejako przy okazji, w tle. Co więcej, ustalenia badaczy dotyczyły praktycznie tylko ruchów socjalistycznych i o rodowodzie komunistycznym.

Tymczasem istniał jeszcze jeden. Katolicki. Od wydania słynnej encykliki papieża Leona XIII („Rerum novarum” z 1891 r.) gwałtownie się rozwinął, w szczególności w południowych i zachodnich Niemczech. Ale idee te dotarły także do Gdańska, gdzie przecież robotników nie brakowało. Także katolików (wśród nich wielu było wszak Kaszubów, przywiązanych do religii, emigrujących ze swych „małych ojczyzn” za pracą do rozwijającego się gwałtownie Gdańska). I tu z pomocą przychodzi niezwykle ciekawe źródło, jakie trafiło ostatnimi czasy w moje ręce dzięki życzliwości znajomego Jakuba Kowalskiego, jednego z kolekcjonerów z Gdańska.

To jubileuszowe wydanie czasopisma Katolickiego Związku Robotników w Gdańsku (Kath. Arbeiterverein Danzig; dalej KAV) z 1937 r., w którym przedstawiono niezwykle interesujące dane dotyczące historii tej organizacji. Rzecz praktycznie nieznana. A kapitalna - podobnie, jak i same logo KAV.

KAV założono formalnie 25 marca 1897 r. Początkowo liczył  415 członków, a jego pierwszym przewodniczącym został Franz Scharmer (został on już w okresie międzywojennym upamiętniony jako patron jeden z nowowytyczonych uliczek w Dolnym Wrzeszczu; mowa o dzisiejszej ul. B. Prusa). Już po roku związek liczył 1732 członków. W 1900 r. powstały pierwsze afiliowane przy KAV branżowe związki zawodowe (metalowców, portowców, pracowników przemysłu drzewnego) oraz struktury lokalne (w kolejności: na Oliwę, Wrzeszcz, Nowy Port, Brzeźno, Siedlce).  Rozbudowano system pomocy socjalnej, rozpoczęto obchodzić co roku w lipcu festyny KAV w Jaśkowej Dolinie. W 1901 r. związek liczył już 4165 członków. W 1903 r. powstały też kolejne poza Gdańskiem (po Oliwie i Brzeźnie, które nie były przecież jeszcze dzielnicami miasta) struktury lokalne m. in. w Mierzeszynie i Pręgowie.

Nie miejsce tu i nie czas, by szczegółowo przedstawić historię KAV w Gdańsku. Przedstawione powyżej w największym z możliwych skrócie losy KAV w pierwszych latach istnieniach wskazują, że była to organizacja prężnie się rozwijająca (w 1930 r.: 6599 członków) i bardzo potrzebna, która „zagospodarowała’ niemałą część robotników z Gdańska i okolic. Dodać należy, że do KAV przyciągnęło także niemało Polaków czy propolsko nastawionych Kaszubów. Kilka źródeł jasno wskazuje, ze np. w stoczniach gdańskich do socjalistycznych związków zawodowych należała dosłownie garstka Polaków; większość z nich jednak zasilała organizacje afiliowane przy KAV. Pośrednio potwierdzają to wydarzenia z lat dwudziestych, kiedy liczba głosów oddawana na listy polskie (już w wyborach do Volkstagu, w okresie WMG) zaczęła spadać od 1923 r. Wzmianki w prasie, relacje działaczy czy obserwacje urzędników polskich jasno wskazują, że polscy wyborcy w największym stopniu przenieśli swoje sympatie wyborcze z ugrupowań polskich właśnie na partię Zentrum, a członkostwo m. in. do KAV. Pytaniem oczywiście nadal aktualnym jest o skale tych zjawisk. To nadal czeka na rzetelne badania historyczne.

Wszystko wskazuje, że KAV rozwiązano razem z partią Zentrum (niemieckich katolików w Gdańsku), a więc w październiku 1937 r. Była to zresztą ostatnia opozycyjna partia w Volkstagu; po niej - podobnie jak na scenie związków zawodowych - na gdańskiej scenie pozostali już tylko Polacy...

Poniżej: logo Katolickiego Związku Robotników w Gdańsku, 1937 r. Ze zbiorów Kuby Kowalskiego.